Wejście na wyspę do tanich nie należy, dorośli płacą ok 16 euro a dzieci, emeryci i studenci 8 euro. Dobrze jednak wiedzieć, że codziennie po 17 płaci się połowę wymienionej kwoty. Motylarnia jest czynna do 19. Dodatkową ciekawostką jest fakt, że wyspa jest czynna praktycznie cały rok, od wschodu do zachodu słońca. Dosłownie. Teraz, pod koniec czerwca to mniej więcej 5:30-21:45!
Strony
środa, 29 czerwca 2011
Insel Mainau 3
Miałam okazję być na wyspie jesienią, wczesną wiosną i latem - zdecydowanie najlepszym i najbardziej spektakularnym kwiatowo czasem jest przełom kwietnia i maja. Kwiaty są wszędzie, do tego kwitną drzewa (po raz pierwszy widziałam różowe i czarne magnolie!), jest po prostu bajecznie.
Wejście na wyspę do tanich nie należy, dorośli płacą ok 16 euro a dzieci, emeryci i studenci 8 euro. Dobrze jednak wiedzieć, że codziennie po 17 płaci się połowę wymienionej kwoty. Motylarnia jest czynna do 19. Dodatkową ciekawostką jest fakt, że wyspa jest czynna praktycznie cały rok, od wschodu do zachodu słońca. Dosłownie. Teraz, pod koniec czerwca to mniej więcej 5:30-21:45!
















Wejście na wyspę do tanich nie należy, dorośli płacą ok 16 euro a dzieci, emeryci i studenci 8 euro. Dobrze jednak wiedzieć, że codziennie po 17 płaci się połowę wymienionej kwoty. Motylarnia jest czynna do 19. Dodatkową ciekawostką jest fakt, że wyspa jest czynna praktycznie cały rok, od wschodu do zachodu słońca. Dosłownie. Teraz, pod koniec czerwca to mniej więcej 5:30-21:45!
wtorek, 21 czerwca 2011
Insel Mainau 2 - Schmetterlinghaus
Jak dla mnie największą atrakcją Mainau (poza kwiatami w kwietniu i maju) są obłędne motyle. Jeszcze nigdy nie miałam okazji być w takim miejscu. Motyle latają sobie swobodnie, niektóre z nich są naprawdę bardzo duże i potrafią niczego nieświadomej osobie usiąść na plecach albo głowie ;).
sobota, 18 czerwca 2011
Insel Mainau
Postanowiłam rozpocząć nowy cykl na blogu. Erasmus powoli się kończy i przez te kilka miesięcy zdążyłam dobrze poznać Konstancję i okolice. Chciałabym zacząć od lokalnej atrakcji, która znajduje się ładny kawałek od centrum miasta, a mianowicie od Mainau (Insel Mainau). Wyspa ta znajduje się w północno-zachodniej części Jeziora Bodeńskiego i połączona jest z lądem 1 mostem, po którym goście mogą poruszać się pieszo lub (jeśli zdrowie nie domaga) autobusem. Mainau to wyspa przede wszystkim kwiatów i zwierząt. I mnóstwa niemieckich (i nie tylko ;)) turystów. Przed wyspą jest duży parking dla samochodów, rowerów (Niemcy to naród mocno zroweryzowany), motorów oraz przystanek autobusowy (jeśli dobrze pamiętam to jeździ tam linia nr 4). Bez problemu można też tam dotrzeć pieszo, ale jak wspominałam, sporo trzeba nogami poprzebierać (Google Maps mówi mi, że to jakieś 7km od centrum).
Zdjęcie pochodzi z
Jak się wchodzi na most to po prawej mamy taki widok
(w tle Mainau)

Widok z mostu na dzielnicę Allmansdorf


Klik w mapkę aby powiększyć
Widok z lotu ptaka na wyspę,
prawdopodobnie zdjęcie zostało zrobione z Zeppelina
prawdopodobnie zdjęcie zostało zrobione z Zeppelina
Zdjęcie pochodzi zWyspa Mainau jest boska! Można tam się wybrać z dziećmi, ale myślę, że wszystkie atrakcje spodobają się też dorosłym: edukacyjny plac zabaw (można popływać tratwą, pochodzić po pajęczynie, sprawdzić swoje zmysły itp), interaktywne mini-zoo ;) (kuce można pogłaskać po grzbietach, a kozy i owce osobiście nakarmić w ich zagrodzie), zamek i mnóstwo, mnóstwo kwiatów! Jak dla mnie największą atrakcją jest jednak motylarnia. Ale o tym w następnym poście ;).
Jak się wchodzi na most to po prawej mamy taki widok
(w tle Mainau)
Widok z mostu na dzielnicę Allmansdorf
środa, 9 lutego 2011
Unter deutschen Betten
Kiedyś natrafiłam przypadkiem na link dot. tej książki. Polska sprzątaczka opisuje 'tajemnice' Niemców. Wyszperałam w Internecie tytuł, na stronie Osiandera dostępność i tara! Książka się czyta^^. Pierwsze wrażenia na szybko - prosty język, kobitka nie cacka się z poprawnością polityczna. Zobaczymy co zaserwuje nam dalej. Z ciekawostek: jak potrze się tytuł na okładce to zmienia on kolor na biały, 'wyciera się', tudzież 'sprząta ;)
środa, 1 grudnia 2010
Heidelberg, cz II
Pyszna pizza z dworca w Karlsruhe
W drugim pociągu zrobiło się dosyć sennie. Na szczęście kumpela czuwała i obudziła wszystkich przed naszą stacją. Florina skoczyła do łazienki. Nie przychodzi. A pociąg wjeżdża na stację. My w panice zbieramy jej rzeczy, tu kurtka, tam książka, a jeszcze nie zapomnijcie o czapce! Uff zebrałyśmy wszystko. Dziewczyny wysiadły. Szybki rzut okiem za okna, Floriny nie ma na stacji. Skoczyłam do łazienki i zaczęłam łomotać w drzwi. Florina! Wychodź! Jesteśmy już w Heidelbergu! Skonfundowane dziewczę otwiera mi drzwi, ciągnę ją za rękę na zewnątrz. Ale o co chodzi? Co się dzieje? Florina, już jesteśmy w Heidelbergu!Aaaa a gdzie są moje rzeczy?! Zostały wszystkie w pociągu! Nie, nie! Zebrałyśmy wszystko, masz ubierz najpierw czapkę i kurtkę żebyś nie zmarzła. Poszliśmy wszyscy razem w kierunku punktu info turystycznej.W środku były fajne darmowe mapki miasta, więc naturalnie każdy przywłaszczył sobie jedną, jak się później okazało niepotrzebnie, bo wśród nas była osoba, która już wcześniej była w Heidelbergu i która była naszym quasi przewodnikiem. Zdecydowaliśmy, że zaczynamy od zamku, a potem zrobimy sobie czas wolny na zakupy i Jarmark Bożonarodzeniowy (Weihnachtsmarkt).
Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy. Prowadził Camillo z Kolumbii. Oprócz 2 Hiszpanek to jedyna osoba z drugiej grupy, z którą udało mi się porozmawiać. Szliśmy razem przez miasto w żółwim tempie, bo każdego interesowało co innego i każdy chciał zajrzeć do innego sklepu. Z dziewczynami postanowiłyśmy, że koniecznie musimy spróbować tutejszego Gluehweinu, którego zapach rozkosznie drażnił nasze nosy :D.
Moja pierwsza (niemiecka) Creperie

Dotarliśmy do zamku. Z relacji znajomych, którzy tam byli 2 tygodnie wcześniej, wynikało, że czeka nas strome podejście na górę, po niezliczonych stopniach. O dziwo nie było tak źle (później okazało się, że znajomi wybrali 'niechcący' trudniejszą trasę). Na (prawie) samej górze budka. W budce pani sprzedaje wejściówki na zamek. Są bilety zniżkowe/grupowe? Zniżkowe 3 euro, grupowe od 20 osób (21 wchodzi za free). Będąc tak wysoko stwierdziliśmy, że marnotrawstwem byłoby nie skorzystanie z okazji, więc karnie zapłaciliśmy za wstęp i siuuup do góry. Na górze sesja fotograficzna, zwiedzanie muzeum farmacji i toalety :P. Ogólnie zamek to raczej w większości ruiny i nie można po nim swobodnie chodzić. Poza zamkiem jest taras, więc jeśli komuś nie zależy za bardzo na samej budowli i muzeum to polecam nie wchodzenie (bo toaleta i tak jest dodatkowo płatna).
Klasyczny widok z zamku na miasto

Dziedziniec Zamku w Heidelbergu
Potem udaliśmy się w stronę bramy i zabawnego pawiana, gdzie powstało kilka niezapomnianych fotek. Następnie czas wolny. Pierwszy cel - Weihnachtsmarkt i Gluehwein! I tu niespodzianka - okazuje się, że każdy WM w Niemczech ma swoje własne 'markowe' kubeczki do grzańca i zamawiając trunek płaci się dodatkowo kaucję za ów kubeczek. Kubeczka można nie zwracać i ma się fajną pamiątkę. Jak się kubeczek nie podoba do dostajemy z powrotem nasze dwapindziesiąt ;). Są podobno kolekcjonerzy (i bardziej fantazyjne kubki np. w kształcie buta), którzy co roku uzupełniają swoje kolekcje.Po rozgrzaniu ciał i umysłów udałyśmy się w świat. Tu sklep z finezyjnymi żelkami, tam jakieś słodkie likiery (każdego można było popróbować, mój śliwkowy faworyt czeka właśnie na transport do Polski i jeśli rodzice będą grzeczni to może coś niecoś dostaną z tego pod choinkę ;)). Słowem szał ciał. Popularnym zagramanicznym przysmakiem w Niemczech są francuskie naleśniki (Crepes), które od naszych różnią się podaniem - często gęsto można dostać je na sporym kawałku wafelka. Nadzienia bywają różne, mój pierwszy naleśnik był z bananem i nutellą. Później dowiedziałam się od francuskiej kumpeli, że te prawdziwe, francuskie, smakują inaczej. Niemniej te heidelberskie nie były takie złe. Oprócz crepes można naturalnie spożyć kiełbaskę w bułce (Wurst/Bratwurst) lub z dodatkiem curry na talerzyku (Currywurst). I jedno i drugie mam już za sobą i wrażenia mam dosyć pozytywne, choć chyba i tak najbardziej smakują mi kiełbaski z patelni/ogniska.
Pizza z żelków:

Po szaleństwie jarmarkowym i naleśnikowym poszłyśmy na dworzec. Reszta wieczoru minęła w dosyć spokojnej atmosferze. A nie! o mały włos a bym zapomniała. W pociągu podano wyniki meczu (zdaje się, że Bundesligi) i słychać było zachwyty fanów bodajże Schalke.
Antykwariat przy głównej starówkowej ulicy
poniedziałek, 29 listopada 2010
Heidelberg, cz I
Minęły już dwa dni od wyprawy do Heidelbergu. Wyjazd nam się udał, przywiozłam masę fajnych zdjęć, wspomnień i przeprowadziłam mnóstwo ciekawych rozmów. Ale po kolei:
Autobus spod akademika mieliśmy o 7:52. Jak się doczłapałam na przystanek to czekały tam już 2 dziewczyny: Young i Sonia. Po chwili doszła jeszcze Soraya, Iida i Florina (dwie ostatnie wbiegły w sumie na przystanek tuż przed autobusem). Wsiadłyśmy wszystkie i pojechaliśmy w stronę dworca. W pewnym momencie koleżanka zapytała, gdzie jest Silvia. No cóż, okazało się, że przyszła za późno na przystanek, ale zdecydowała, że dojedzie do nas następnym autobusem. Na dworcu okazało się, że zamiast 15, jest 12 osób, więc kupiliśmy 3 BW-Tickety i wsiedliśmy do pociągu, który już został podstawiony na peronie. Cały czas czekałyśmy na Silvię. 3min przed odjazdem zadzwoniłam do niej, gdzie jesteś? Na Bodanplatz (przystanek przed dworcem). Ale Silvia za 3 min odjeżdża pociąg.Ok. No jak ok, to ok, co się będę z nią kłócić. Iida zeszła na parter (pociąg typu double-decker), ale zakazałyśmy jej wysiadać, żeby pociąg nie odjechał bez niej. Silvia się nie stawiła, pociąg odjechał.
Na moście telefon od Silvii. Gdzie jesteście?Ja jestem na dworcu. My?W pociągu, który już RUSZYŁ. Ryszył?o?Tak, RUSZYŁ. Mówiłam Ci przecież, że masz 3 minuty. Co prawda pociąg zatrzymuje się jeszcze w Konstancji, ale nie zdążysz tam dojechać. O. Ojej. Tooo ym..miłego weekendu, ja wracam w takim razie do domu. No i pojechaliśmy bez Silvii.
W pociągu nastąpił podział, który niestety trwał już do końca. Ludność hiszpańskojęzyczna i nie. Próbowałam ich jakoś zagadywać, ale niestety bez większych efektów. W sumie szkoda, bo przecież zawsze fajnie jest poznawać nowych ludzi.
Podróż do dłużyła nam się niemiłosiernie (łącznie 4h w jedną stronę), ale widoki rekompensowały wszystko. W Schwarzwaldzie było dużo więcej śniegu niż w KN i las wyglądał bajkowo (co najmniej jak w Narnii ;)). Koleżanka wypatrzyła nawet lisa! (my w tym czasie byłyśmy zajęte dyskusją o koreańskim szołbiznesie :>)
W Karlsruhe mieliśmy godzinną przerwę w podróży. 'Hiszpanie' poszli do Mac'a, my do pizzerii, gdzie nabyłyśmy wszystkie jak jeden mąż (trzeba było wcześnie wstać, a ja na dodatek czytałam do 2:30 Harrego Pottera 7) kawę.
Potem był bezpośredni pociąg do HDG.

Autobus spod akademika mieliśmy o 7:52. Jak się doczłapałam na przystanek to czekały tam już 2 dziewczyny: Young i Sonia. Po chwili doszła jeszcze Soraya, Iida i Florina (dwie ostatnie wbiegły w sumie na przystanek tuż przed autobusem). Wsiadłyśmy wszystkie i pojechaliśmy w stronę dworca. W pewnym momencie koleżanka zapytała, gdzie jest Silvia. No cóż, okazało się, że przyszła za późno na przystanek, ale zdecydowała, że dojedzie do nas następnym autobusem. Na dworcu okazało się, że zamiast 15, jest 12 osób, więc kupiliśmy 3 BW-Tickety i wsiedliśmy do pociągu, który już został podstawiony na peronie. Cały czas czekałyśmy na Silvię. 3min przed odjazdem zadzwoniłam do niej, gdzie jesteś? Na Bodanplatz (przystanek przed dworcem). Ale Silvia za 3 min odjeżdża pociąg.Ok. No jak ok, to ok, co się będę z nią kłócić. Iida zeszła na parter (pociąg typu double-decker), ale zakazałyśmy jej wysiadać, żeby pociąg nie odjechał bez niej. Silvia się nie stawiła, pociąg odjechał.
Na moście telefon od Silvii. Gdzie jesteście?Ja jestem na dworcu. My?W pociągu, który już RUSZYŁ. Ryszył?o?Tak, RUSZYŁ. Mówiłam Ci przecież, że masz 3 minuty. Co prawda pociąg zatrzymuje się jeszcze w Konstancji, ale nie zdążysz tam dojechać. O. Ojej. Tooo ym..miłego weekendu, ja wracam w takim razie do domu. No i pojechaliśmy bez Silvii.
W pociągu nastąpił podział, który niestety trwał już do końca. Ludność hiszpańskojęzyczna i nie. Próbowałam ich jakoś zagadywać, ale niestety bez większych efektów. W sumie szkoda, bo przecież zawsze fajnie jest poznawać nowych ludzi.
Podróż do dłużyła nam się niemiłosiernie (łącznie 4h w jedną stronę), ale widoki rekompensowały wszystko. W Schwarzwaldzie było dużo więcej śniegu niż w KN i las wyglądał bajkowo (co najmniej jak w Narnii ;)). Koleżanka wypatrzyła nawet lisa! (my w tym czasie byłyśmy zajęte dyskusją o koreańskim szołbiznesie :>)
Schwarzwald
W Karlsruhe mieliśmy godzinną przerwę w podróży. 'Hiszpanie' poszli do Mac'a, my do pizzerii, gdzie nabyłyśmy wszystkie jak jeden mąż (trzeba było wcześnie wstać, a ja na dodatek czytałam do 2:30 Harrego Pottera 7) kawę.Potem był bezpośredni pociąg do HDG.
Więcej Schwarzwaldu ;)

piątek, 26 listopada 2010
KN zimowo
Kilka dni temu spadł w Konstancji pierwszy śnieg. Jestem z Polski więc śnieg nie robi na mnie większego wrażenia. A w zasadzie nie powinien. Jednak wielka sensacja i poruszenie na Fejsie i w realu sprawiły, że też zaczęłam się tym faktem ekscytować :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)







